Z mojego ulubionego listopada zupełnie niepostrzeżenie zrobił się grudzień. Może trochę postrzeżenie, bo wszystkie sklepy już od kilku tygodni przypominają, że czas najwyższy zrobić zakupy świąteczne. A pogoda? Śniegu nie ma, to co to za grudzień :) Swoją drogą, pamiętam, że moje urodziny bez śniegu to się rzadko zdarzały. W tym roku, jak zaczarowane. R. się cieszy, bo nie mogę go nacierać śniegiem. Ja w sumie też jeszcze nie płaczę, bo notoryczny brak czasu odczuwam w braku adekwatnej odzieży zimowej :) Chociaż dorobiłam się już szalika. Wydziergałam w poprzedni weekend olbrzymi, 1.80 cm szalik. Do czapki z poprzedniego roku :) Czapkę i tak trzeba nową zrobić, bo jakaś taka dziurawa się mi zrobiła i wiatru w niej dużo. A szalik lubię.
Lubię też pizzę. Lubię to ciasto -nieciasto. Z białego sera i otrębów. Nie smakuje jak klasyczna pizza, ale jest naprawdę dobra. R. początkowo niechętny, jak usłyszał, że to dietowa, a gdy kazałam mu spróbować i przełykał z zamkniętymi oczami pierwszy kę, wielki kawałek pochłonął ze smakiem :) A jednak :)
Przepis jest na dni białkowe, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, żeby dodać mu warzyw. Na obiad, na kolację. Bez pieczenia robiłam ją wczoraj w 20 minut.
Spód:
- kostka sera białego - wg diety powinien być chudy, no ale bez przesady ;)
- 3/4 szklanki otrębów
- 1 jajko
- 2-3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2-3 łyżeczki mleka w proszku
- szczypta soli
Wszystkie składniki wymieszać ręką. Wyłożyć na blaszce. Można też dodać ulubione zioła. Wrzucić do piekarnika na ok. 20 minut - do podpieczenia.
Farsz:
- pełna dowolność
- wędlinka
- chuda kiełbaska
- cebula
Kiełbaskę, wędlinę podsmażam na patelni. Kroję w kostkę cebulę i dokładam na patelnię. Doprawiam warzywkiem. Czekam aż zmięknie. Gotowe.
Taka wersja minimalistyczna całkowicie mnie zaspokaja. Prosta, sycąca, dobra. Przecież nie trzeba dużo kombinować, żeby było smaczne?
Wierzch:
- opakowanie serka wiejskiego
Niespodzianka. Nie wolno sera żółtego. Ale pizza bez sera? Nie ma mowy. Rozpuszczamy serek wiejski, możemy go lekko zagęścić. Polewamy nim dodatki wyłożone na podpieczonym spodzie. U mnie jeszcze garść koperku. I do piekarnika na kolejne 20 minut. Spróbujcie.
Pomysł na taką pizzę wpadł mi do głowy po długim przeglądaniu bloga "Z kotem w kuchni". Trochę zapożyczyłam, nawet pozapisywałam na karteczkach składniki, a jak przyszło co do czego, to poszłam do kuchni i losowo mieszałam to, co było pod ręką :)
A w sobotę robię dziczyznę! Cieszę się jak małe dziecko i boję strasznie, bo nigdy nie robiłam nic innego poza wieprzowiną i kurczakiem. Na pewno wyjdę na zieloną i głupią, ale i tak się cieszę :)