Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na zimno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na zimno. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2013

Orange curd



Dziś mam dla Was coś absolutnie fantastycznego, pysznego i mega świątecznego. Orange curd. Świetnie będzie pasował do ciast i deserów, które przygotowujecie na święta, choć wczoraj zajadałyśmy się nim z Dominiką po prostu do świeżego, domowego chleba. Coś wspaniałego...

Orange curd:
  • 3 jajka
  • 100 ml soku z pomarańczy
  • łyżka soku z cytryny
  • 70 g miękkiego masła
  • 70 g cukru
  • szczypta soli
  • starta skórka z całej pomarańczy
Do szerokiego garnka wlej 1/3 wody, zagotuj, następnie zredukuj ogień do minimum. Wszystkie składniki na krem wymieszaj trzepaczką w dużej metalowej misce. Miskę postaw na garnku i cały czas mieszaj, aż krem stanie się gładki i lekko zgęstnieje. Jeżeli krem gotowany na parze nie chce zgęstnieć, to garnek z nim można postawić bezpośrednio na ogniu i podgrzewać przez 2 minuty. Uważać, aby jajka się nie ścięły!

Ostudź i przechowywać w lodówce.

I jeszcze mała uwaga techniczna - pamiętaj o sparzeniu jajek przed ich użyciem.

Smacznego!

Inspiracja: Atinabc.blox.pl
Wykonanie i zdjęcia: Dominika :)

niedziela, 24 lutego 2013

Twarożek z warzywami



Pasta z białego sera to chyba najprostsze smarowidło do chleba jakie można sobie wyobrazić. Twaróg, łyżka śmietany lub jogurtu, kiełki rzodkiewki, szczypiorek, kawałek papryki. Wszystko zmiksowane, a w wersji jeszcze szybszej rozgniecione widelcem. Czy potrzeba czegoś więcej na pyszne śniadanie?

Smacznej niedzieli!

poniedziałek, 26 listopada 2012

Finger food - mini tortilla


Ostatnie dni uciekają mi przez palce. Dopiero był zaczynał się poprzedni tydzień, już zaczął się kolejny... Cały czas dzieje się coś ciekawego i nawet nie zauważam, kiedy mija kilka tygodni. A przez ostatnie działo się dużo - warsztaty kulinarne z Kurtem Schellerem, z których relację zamieszczę już wkrótce, praca na uczelni, moje urodziny. Dlatego dziś zaproponuję wam fantastyczną przekąskę - robi się dosłownie chwilę, można modyfikować na wiele sposobów i wszystkim się podoba :)

Mini tortilla - finger food:
  • 8 placków tortilli
  • wykałaczki
I tak naprawdę to wszystko co jest konieczne, reszta zależy od waszych upodobań smakowych. Polecam następujące kombinacje:
  • mix sałat
  • szynka szwarcwaldzka
  • majonez
  • tarty ser żółty
lub
  • boczek
  • sałata
  • ser
  • sos pomidorowy
albo
  • salami
  • wędlina 
  • sałata
  • papryka
  • ser
  • sos
Tak naprawdę kombinacji jest mnóstwo! Ja zakupiłam kilka rodzajów wędliny (szynka szwarcwaldzka, boczek wędzony, salami, kiełbasa krakowska), ser, sos pomidorowy, majonez, mix sałat, paprykę i ogórka, pokroiłam to na mniejsze części i nadziewałam każdą tortillę inaczej. 
Potem zwijamy w ciasny rulon, kroimy na kawałki, przebijamy wykałaczką i podajemy. Prawda, że proste?

Smacznego poniedziałku :)

środa, 29 sierpnia 2012

Tarta serowa z morelami

Sezon owocowy w pełni dlatego dziś mam dla Was pyszną tartę z morelami.

Kruche ciasto:
  • 1,5 szklanki mąki (+0,5 na podsypywanie)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • pół szklanki cukru pudru
  • 200 g masła
  • 2 żółtka
Ciasto wyrób  - mąkę i cukier zmieszaj, połącz z masłem na pył, dodaj żółtka, wyrób gładką kulę i włóż na godzinę do lodówki (instrukcja robienia ciasta kruchego - klik klik - tylko dodajemy do mąki cukier puder). Ciasto podpiecz ok. 20 minut w 180 stopniach.


Masa serowa:
  • 3 jajka
  • 50 g rozpuszczonego masła
  • 0,5 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/3 szklanka cukru
  • łyżka ekstraktu waniliowego
  • 0,5 kg sera tłustego zmielonego
  •  0,5 opakowania budyniu waniliowego
 Ser utrzyj z żółtkami i cukrem. Dodaj cukier, proszek do pieczenia, budyń (proszek) i cukier waniliowy Białka ubij na sztywno i delikatnie wymieszaj z serem. Wylej masę na podpieczony spód

  • Morele
Morele umyj, przekrój na połówki, usuń pestki. Układaj połówki na masie serowej.

Tartę piecz ok. 45 minut w 180 stopniach.

Po upieczeniu możesz polać wierzch niewielką ilością galaretki brzoskwiniowej lub posypać prażonymi migdałami.

U kogo dziś mogę jej spróbować? ;) Miłego dnia!

Przepis dodaję do akcji:



Tartę proponuję również na deser w konkursie:

środa, 22 sierpnia 2012

Lyon i najlepsze lody na świecie

Teatr rzymski w Lyonie
Nie, nie porzuciłam jeszcze bloga. Przez ostatnie miesiące po prostu nie dzieje się nic kulinarnie fascynującego - makaron z pesto, kanapka z awokado, sałatka z surimi... Powrót do Francji powinien być przecież fascynujący, a nie jest. Na gotowanie nie mam czasu albo siły (późne powroty z pracy i upały nie sprzyjają kreatywności).




A jednak. Poniedziałkowa wycieczka do Lyonu zmusiła mnie do wyjęcia aparatu podczas jedzenia. Pierwsza myśl - reaktywuję Takie tam! Tym odkryciem po prostu muszę się z Wami podzielić. Na jednej z wielu uliczek uroczego starego miasta można znaleźć genialną lodziarnię - Terre Adélice. Porcje są olbrzymie, a lody przepyszne. Najtrudniejszy był wybór smaków - wszystkie wyglądały tak zachęcająco. Ostatecznie zdecydowałam się na wanilię, figę i specoolus (z kawałkami herbatników), moi towarzysze podróży chwalili miętę, cytrynę i kawę arabica.

Wierzcie mi, tak głębokich w smaku, tak pełnych lodów nigdy nie jadłam. Do tego kawałki fig... Mogłabym wcinać takie codziennie...




Jeśli będzie w Lyonie - koniecznie spróbujcie. Cena jest również bardzo przystępna - za 3 olbrzymie gałki zapłaciłam 5 euro.

 Garść informacji:
Lyon - najstarsze miasto we Francji, trzecia co do wielkości aglomeracja. Leży w środkowo-wschodniej części kraju, nad rzekami Rodanem i Saoną. Założony przez Rzymian w 43 r. p.n.e. Dziś można zwiedzić teatr rzymski, który jest świetnie zachowany pomimo upływu lat. Mnóstwo katedr, przepiękne stare miasto z tajnymi przejściami w wiekowych kamieniczkach.

 A tutaj - kilka ciekawych fotek. Czy zauważacie coś niepasującego? Przyjrzycie się głęboko :)


piątek, 8 czerwca 2012

Rolada z truskawkami i bitą śmietaną


Gotowi na Euro? Komu kibicujecie?
Warszawa dziś jest cała biało - czerwona, tylu patriotów co dziś nie widziałam przez życie. I choć wielką fanką nie jestem zaprezentuję Wam deser w narodowych barwach. Sezon truskawkowy w pełni, wykorzystajcie go maksymalnie :)

To moja pierwsza w życiu rolada (mojej Mamy też) i myślę, że bardzo udana. Na pewno upiekę ją jeszcze nie raz.

Biszkopt:
  • 4 jajka
  • szklanka mąki - czubata łyżka ziemniaczanej, reszta pszennej
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2/3 szklanki cukru
  • cukier waniliowy
  • łyżka esencji waniliowej
Żółtka ucieramy z cukrem na jasną, puszystą masę. Dodajemy mąkę z proszkiem i esencję. Oddzielnie ubijamy na sztywno białka.  Dokładnie i delikatnie mieszamy. Pieczemy 15 minut w 180 stopniach. Po chwili lekko uchylamy drzwiczki piekarnika i czekamy 2-3 minuty, aby ciasto lekko ostygło. W tym czasie szykujemy czystą ścierkę, którą zwilżamy. Na wilgotny materiał wyrzucamy biszkopt, papierem do góry. Ściągamy papier i zwijamy roladę razem ze ścierką wzdłuż dłuższego boku. Zwiniętą pozostawiamy do ostygnięcia (ok. 20 minut).

Śmietanę 30% ubijamy na sztywno (u mnie 2 kubeczki 330 ml). Dodałam śmietanfix i trochę cukru pudru. Nie za dużo, nie lubię super-słodkich mas. Wykładamy na rozwiniętą roladę, wcześniej możemy wymieszać śmietanę z truskawkami, możemy również wyłożyć je na śmietanie. Ja polecam wersję z wymieszaniem - wyłożonych było dla mnie zdecydowanie za mało. Niestety rolada nie zmieściła słusznych ilości truskawek :) Zwijamy ciasno i smarujemy boki bitą śmietaną. Dekoracja dowolna :)

Odstawiamy do lodówki na 4 godziny (najlepiej na całą noc).

Do meczu jeszcze zdążycie ją zrobić ;)

Buziaki!

czwartek, 7 czerwca 2012

Chłodnik z botwinką i ogórkiem



Witajcie.

Nie było mnie tu całe wieki. Nie powiem, że nie miałam czasu - to takie banalne. Bardziej brakowało mi zapału i natchnienia. Przepisy i zdjęcia cały czas gdzieś czekały, a na blogu wciąż pustki. Ale chyba nie ma lepszego motywatora to nadrobienia zaległości niż zbliżająca się sesja i nadmiar zaliczeń. Zastanawiając się czy zacząć się uczyć mechaniki kwantowej czy detekcji promieniowania jądrowego wybrałam gotowanie :)
Na palniku dochodzi zupa, a w międzyczasie powstał chłodnik. Nigdy nie robiłam i nigdy nie jadłam, dlatego postanowiłam spróbować. I tak z garści drobno pokrojonej botwinki, małej młodej cebulki ze szczypiorkiem, dużej garści koperku i małego ogórka powstało szybkie danie na zbliżające się (mam nadzieję) gorące wakacje.

Przepis chyba nie jest potrzebny - składniki w dowolnych proporcjach zalewamy jogurtem naturalnym i miksujemy blenderem. Ekspresowe i smaczne :)

A co ciekawe - w dzieciństwie nienawidziłam buraków. Wierzcie, nienawiścią czystą jaką tylko małe dziecko potrafi. Do dziś pamiętam jak uciekałam i chowałam się pod stołem na widok barszczu czerwonego. Potwierdza to moją teorię, że ludzie się jednak zmieniają.

Miłego dnia ;)

środa, 29 lutego 2012

Tarta cytrynowa


Czujecie wiosnę?
Lubię taką pogodę - świeci słońce, Wisła jest nareszcie niebieska i niebo jest niebieskie i jest pięknie. U mnie wiosna całą parą - takich porządków jak dziś nie robiłam od dawna. Aż pachnie czystością :)

A najlepszym przywoływaczem wiosny jest ciasto. Nie byle jakie, tylko słoneczne, cytrynowe. Świeże, lekkie, orzeźwiające. Mocno cytrynowe. Pyszne

Kruchy spód:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • opakowanie cukru waniliowego
  • kostka masła
  • łyżka esencji waniliowej
Mąkę i cukry mieszamy, masło siekamy, łączymy z mąką do uzyskania "mokrego piasku". Następnie wbijamy żółtka, dolewamy esencję i wyrabiamy kulę, którą owijamy folią spożywczą i pakujemy na godzinę do lodówki. Potem - ciasto należy rozwałkować, przenieść do tartownicy, ponakłuwać widelcem i podpiec ok. 20 minut w 180 stopniach. Lekko ostudzić.

Masa cytrynowa:
  • 200 ml śmietanki kremówki
  • skórka z dwóch cytryn
  • sok z dwóch cytryn
  • 5 jajek
  •  6 - 7 łyżek cukru pudru
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
Zaczęłam od ubicia białek i dodania cukru i mąki. Potem dodałam żółtka, skórkę cytrynową i sok. Na koniec zapomniałam o śmietance - po dodaniu cała masa zrobiła się bardzo płynna, dlatego dodałam jeszcze trochę mąki. Mimo tej tragedii w smaku wyszła przepyszna, ale radzę Wam zacząć od ubicia lekko kremówki i wymieszaniu jej z pianą z białek, itp. Masę wylewamy na spód i pieczemy pół godziny.

Lekko oprószcie po wierzchu cukrem pudrem i dodajcie bitą śmietanę. Ach :) 

Przepis na masę cytrynową jest kreatywnym podejściem do przepisu Doroty ze strony Moje Wypieki. Oczywiście musiałam go pozmieniać :)

czwartek, 23 lutego 2012

Kaczka po pekińsku



W ubiegły czwartek miałam przyjemność wziąć udział w warsztatach organizowanych przez firmę Knorr. Głównym tematem była kostka rosołowa i jej niecodzienne zastosowanie. Kostka to nie tylko dodatek do zupy lub sosu. Można ją wykorzystać na wiele sposobów - w moim przypadku była składnikiem marynaty.

A warsztaty? Świetne! 14 blogerów - 14 potraw. Każdy z nas tworzył zupełnie inne danie. W menu znalazły się zupy - rakowa i staropolska polewka, ryby, kurczak, kaczka, wieprzowina, wołowina w sałatce, podobnie jak owoce morza i przepyszne desery... Wierzcie mi, choć porcje były malutkie to spróbowanie wszystkiego graniczyło z cudem :)

Dodatkowo wspaniałe towarzystwo i pomoc dzielnych kucharzy. Mogłabym znowu tam pojechać :) Zwłaszcza, że od warsztatów nie zdarzyło mi się nic sensownego ugotować...

Przepisów nazbierało się kilka, zacznę od mojej kaczuchy :)

Składniki:
  • kaczka
  • 4 cebule dymki
  • 1 świeży ogórek
  • chińskie ciasto eggrolls 
Marynata:
  • sos sojowy jasny - 80 ml
  • miód - 2 łyżki
  • wódka - 100 ml
  • ocet winny - 2 łyżki
  • kostka rosół z kury
  • mąka ziemniaczana - 1 łyżka
Sos:
  • gotowy sos Hoisin - 200 ml
  • sos sojowy - 1 łyżka
  • sherry - 50 ml
  • woda - 50 mk
  • miód - 1łyżka
  • papryka ostra świeża - 5 g
Sposób przygotowania:
Składniki marynaty łączymy i smarujemy nimi kaczuchę - część marynaty możemy wlać do jej środka. W marynacie powinna popływać co najmniej 6 godziny. Potem leci do piekarnika na 2 godziny (180 stopni). Pod koniec pieczenia możemy zwiększyć temperaturę, aby skórka była bardziej chrupiąca.

W oddzielnej misce mieszamy składniki sosu. Cebulę dymkę i ogórka kroimy w 4 cm słupki.

Kaczucha po wyjęciu z piekarnika musi ostygnąć. Potem oddzielamy ją od kości.  Mięcho razem ze skórą kroimy w paski.

Kaczkę, cebulę, ogórek i szczypiorek układamy na arkuszu ciasta. Polewamy sosem i ciasno zwijamy jak gołąbka czy krokieta :)

Aby wyglądały przepięknie możemy przed podaniem przekroić je na pół. I jak tak patrzę na te zdjęcia, to aż się dziwię, że ja takie ładne paczuszki zrobiłam.



Zdjęcia, które dodałam są trochę moje, trochę dzielnego pana Dominika, który towarzyszył nam z aparatem. Grunt to porobić zdjęcia wszystkiemu, a zapomnieć własnej potrawie :)




Kaczka po pekińsku to moja propozycja na obiad w konkursie:
 

środa, 11 stycznia 2012

Sałatka ziemniaczana z salami

O taką sałatką właśnie się uraczyłam :) Jest przepyszna! Jeśli zdążycie, to zapraszam spróbować. A jeśli nie pojawicie się u mnie w ciągu najbliższego kwadransa z widelcem, to poczekajcie do wieczora - wtedy podzielę się przepisem. 


Składniki:
  • 6 średniej wielkości ziemniaków
  • 5 grubszych plasterków salami
  • kabanos
  • 2 małe cebule czerwone
  • pęczek rzodkiewek
  • garść startego żółtego sera
  • majonez
  • musztarda francuska
  • sól, pieprz

Ziemniaki ugotowałam w mundurkach, obrałam, pokroiłam na plasterki. Salami pokroiłam w słupki, cebulkę w piórka, kabanosa i rzodkiewki na plasterki. Wszystko wymieszałam z serem. Na koniec dodałam przyprawy, majonez i musztardę. Posypałam szczypiorkiem. Jest pycha ;)

A do zrobienia tej sałatki zainspirował mnie Piegusek :) - jej wersja różni się troszkę od mojej, ale zakochałam się w tym przepisie od pierwszego momentu. Musiałam ją zrobić tylko czekałam na idealną okazję, którą był... zakup ziemniaków :)

Olga - to zielone to szczypiorek. Sałatka jest mało fotogeniczna sama w sobie, dlatego próbowałam ją jakoś "artystycznie ozdabiać", co jak widać wyszło dość średnio... Ale liczy się smak ;)

piątek, 2 grudnia 2011

Pizza?

Z mojego ulubionego listopada zupełnie niepostrzeżenie zrobił się grudzień. Może trochę postrzeżenie, bo wszystkie sklepy już od kilku tygodni przypominają, że czas najwyższy zrobić zakupy świąteczne. A pogoda? Śniegu nie ma, to co to za grudzień :) Swoją drogą, pamiętam, że moje urodziny bez śniegu to się rzadko zdarzały. W tym roku, jak zaczarowane. R. się cieszy, bo nie mogę go nacierać śniegiem. Ja w sumie też jeszcze nie płaczę, bo notoryczny brak czasu odczuwam w braku adekwatnej odzieży zimowej :) Chociaż dorobiłam się już szalika. Wydziergałam w poprzedni weekend olbrzymi, 1.80 cm szalik. Do czapki z poprzedniego roku :) Czapkę i tak trzeba nową zrobić, bo jakaś taka dziurawa się mi zrobiła i wiatru w niej dużo. A szalik lubię.

Lubię też pizzę. Lubię to ciasto -nieciasto. Z białego sera i otrębów. Nie smakuje jak klasyczna pizza, ale jest naprawdę dobra. R. początkowo niechętny, jak usłyszał, że to dietowa, a gdy kazałam mu spróbować i przełykał z zamkniętymi oczami pierwszy kę, wielki kawałek pochłonął ze smakiem :) A jednak :)
Przepis jest na dni białkowe, ale nic nie szkodzi na przeszkodzie, żeby dodać mu warzyw. Na obiad, na kolację. Bez pieczenia robiłam ją wczoraj w 20 minut.

Spód:
  • kostka sera białego - wg diety powinien być chudy, no ale bez przesady ;)
  • 3/4 szklanki otrębów
  • 1 jajko
  • 2-3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2-3 łyżeczki mleka w proszku
  • szczypta soli
Wszystkie składniki wymieszać ręką. Wyłożyć na blaszce. Można też dodać ulubione zioła. Wrzucić do piekarnika na ok. 20 minut - do podpieczenia.

Farsz:
  • pełna dowolność
  • wędlinka
  • chuda kiełbaska
  • cebula
Kiełbaskę, wędlinę podsmażam na patelni. Kroję w kostkę cebulę i dokładam na patelnię. Doprawiam warzywkiem. Czekam aż zmięknie. Gotowe.
Taka wersja minimalistyczna całkowicie mnie zaspokaja. Prosta, sycąca, dobra. Przecież nie trzeba dużo kombinować, żeby było smaczne?

Wierzch:
  • opakowanie serka wiejskiego
Niespodzianka. Nie wolno sera żółtego. Ale pizza bez sera? Nie ma mowy. Rozpuszczamy serek wiejski, możemy go lekko zagęścić. Polewamy nim dodatki wyłożone na podpieczonym spodzie. U mnie jeszcze garść koperku. I do piekarnika na kolejne 20 minut. Spróbujcie.

Pomysł na taką pizzę wpadł mi do głowy po długim przeglądaniu bloga "Z kotem w kuchni". Trochę zapożyczyłam, nawet pozapisywałam na karteczkach składniki, a jak przyszło co do czego, to poszłam do kuchni i losowo mieszałam to, co było pod ręką :)


A w sobotę robię dziczyznę! Cieszę się jak małe dziecko i boję strasznie, bo nigdy nie robiłam nic innego poza wieprzowiną i kurczakiem. Na pewno wyjdę na zieloną i głupią, ale i tak się cieszę :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Le petit déjeuner 13 - jajkowa sałatka


Czy śniadanie na Dukanie musi być nudne? Musi, bo zazwyczaj to serek wiejski albo jogurt. Tym razem miałam trochę więcej czasu, dlatego zrobiłam sałatkę. Banalnie prosta, działa na zasadzie - wrzuć wszystko co masz w lodówce i sprawdź czy będzie jadalne:)

  • 2 jajka
  • łosoś wędzony
  • ogórek konserwowy
  • cebula
  • jogurt, koperek, sól, pieprz
Jajka ugotowałam na twardo. Jedno pokroiłam w drobną kostkę razem z ogórkiem i cebulką.Wymieszałam z łososiem. Na wierzchu artystycznie rozłożyłam drugie jajko z ogórkiem :)  Do tego odrobina jogurtu naturalnego i przyprawy. I gotowe :)

Miłego tygodnia!

niedziela, 27 listopada 2011

B-party: przekąski z ciasta francuskiego


Po daniu głównym, które pewnie ukaże się wkrótce i tarcie musem czekoladowym na moich gości czekały przekąski z ciasta francuskiego. Czekały, czekały i czekały. Nikt ich nie ruszał, leżały sobie z boku takie smutne i opuszczone, dopóki Olka nie zjadła jednej. A potem... no cóż, 3 minuty później nie było niczego :) O powodzeniu świadczy fakt, że mój sąsiad złożył zamówienie na 100 takowych ;)

Przekąski były  dwojakiego rodzaju:
  • minipizza
  • parówa w cieście
Do minipizzy potrzebujemy:
  • arkusz ciasta francuskiego
  • 2-3 pomidory
  • kilka plasterków szynki
  • mozzarella w małych kulkach
  • kilka oliwek
Z ciasta szklanką wykrajamy spody. Ja użyłam szklanki sześciokątnej - okrągłe są nudne, kwadratowe takie trywialne :) Na ciasto kładziemy wędlinę, plasterek pomidora, plasterki mozzarelli i oliwki. Ogólnie nie można nałożyć zbyt dużo składników, żeby ciasto zdołało urosnąć - gdy wierzch będzie za ciężki otrzymamy surowy, spalony placek. Posypujemy ziołami prowansalskimi i wkładamy do piekarnika na 25-30 minut. Rewelacyjne na ciepło, u mnie pochłonięte na zimno z zachwytem :)

Parówka w cieście:
  • parówki
  • arkusz ciasta francuskiego
Parówki dzielimy na mniejsze części - moje berlinki dzieliłam na 3. Takie mniejsze kawałki są w sam raz jako przekąski, dużo wygodniejsze niż w całości. Parówkę dokładnie oklejamy kawałkiem ciasta francuskiego i lekko je nacinamy z jednej strony. Możemy posypać ziołami i posmarować jajkiem (wtedy będą pięknie złote), można nie - będą trochę bledsze, ale równie pyszne. Pieczemy 25 minut.

Ilości nie podaję - z 1 arkusza wyszło mi ok. 12 minipizz (wszystko zależy od wielkości szklanki). I jakby nie patrzeć, nie martwcie się, że nie zejdą. Będziecie żałować, że tylko tyle zrobiliście. Robi się szybko i bezproblemowo a goście są zachwyceni :)

P.S - przyjmuję hurtowe zamówienia na minipizze :)
Miłej niedzieli!

sobota, 26 listopada 2011

B-party. Tarta z musem z białej czekolady.

Z okazji mych wczorajszych imienin/urodzin zorganizowałam małe b-party. Miało być kilka osób, wyszło ciut więcej. Mam dziwne wrażenie, że zrobiłam za mało jedzenia :) Mimo wszystko D. miała problem z zasuwaniem kurtki, a Iza z poruszaniem :) Dlatego teraz będzie kilka przepisów imprezowych. Zacznę od ciasta.

Tarta z musem z białej czekolady wczoraj okazała się hitem. Tak strasznie z nią walczyłam, tak bardzo nie chciała wyjść, a poszła w całości od razu. Iza pokochała ją całym swym wielkim serduszkiem :)
Co lepsze - rozpadała się strasznie, nie dało jej się wyłożyć na talerze w wersji kulturalnej, a nie zostały nawet okruszki :) Czyli chyba jednak nie udawali, że dobra

Ciasto najprostsze z możliwych:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 żółtka
  • 1 kostka masła
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1/2 opakowania cukru waniliowego
 Mąkę przesiać z cukrem. Mieszamy z pociętym, zimnym masłem do uzyskania "mokrego piasku". Dodajemy żółtka i mieszamy do uzyskania gładkiego ciasta. Wrzucamy na godzinę do lodówki lub na 20 minut do zamrażalki (ja wolę lodówkę, ale jak czasu brak...) W międzyczasie nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Rozwałkowanym ciastem wykładamy formę, nakłuwamy ciasto i pieczemy 20-25 minut - do zezłocenia. Po wyjęciu zostawiamy do ostudzenia.

W tym czasie możemy przygotować mus. Pomysł zapożyczyłam z od Viridianki.
  • 330 g śmietanki kremówki
  • 2 białe czekolady (200 g)
Do garnuszka wlewamy ok. 50 ml śmietanki i wrzucamy pokruszoną czekoladę. Rozpuszczamy i ostudzamy.
Pozostałą kremówkę ubijamy na sztywno (dodałam śmietanfix). Wlewamy czekoladę i miksujemy. Mi się mój mus rozpłynął... Ale po dobrym schłodzeniu zgęstniał (czytaj 10 minutach w zamrażalniku). Wylałam go na tartę i do lodówki na kilka godzin - masa powinna być dość sztywna. Moja nie miała aż tyle czasu, dlatego trochę była płynna na talerzykach, co zupełnie nie zaszkodziło w jej smaku.

Wierzch udekorowałam płatkami migdałowymi i bitą śmietaną. Mmmm :)

sobota, 12 listopada 2011

Quiche Lorraine - naprawdę dobry!

Jeśli upiekę coś pysznego to zdjęcia mam okropne. Najczęściej robione wieczorami, z myślą, że rano zrobię lepsze. A rano nie ma czemu robić zdjęć ;) Dlatego wierzcie mi na słowo - quiche jest pycha! Tak jak Magda Gessler kazała ostatnio w swym programie kucharzowi czuć przepis a nie robić z kartki, ja swój też próbowałam zrobić z głowy. Wyszła dokładnie taka jak chciałam. Taka jak w Szwajcarii tylko mniej słona :) Już ją kocham. Moja Mama też, choć nie lubi. Nie, ona nie dalej jej nie lubi. Bo ona niczego nie lubi. Ale zjadła. Kawałek, nie, nie lubi. Drugi, też nie lubi. Po trzecim i czwartym też nie lubiła ;) Rozumiecie :)

Kruchy spód:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 200 g masła
  • 2 żółtka
  • ewentualnie 2 łyżki wody
Mąkę przesiać i wymieszać z zimnym masłem. Przecieramy rękami, mieszamy, aż uzyskamy mokry piasek. Wbijamy żółtka, zagniatamy ciasto. Gdyby bardzo strajkowało i nie chciało się zagnieść to dodajemy wodę.Wrzucamy do lodówki (na mniej więcej godzinę). Potem podpiekamy spód ok. 15-20 minut.Przed pieczeniem pamiętajcie, żeby ciasto ponakłuwać. Teraz mamy czas na przygotowanie masy.

  •  kilka plasterków boczku 
  • 2 duże cebule - u mnie jedna czerwona, jedna biała
  • 2 żółtka
  • 330 g śmietany kremówki
  • kilka garści sera zółtego
Boczek pokroiłam w paski i podsmażyłam na patelni. Potem odcisnęłam tłuszcz ręcznikiem papierowym. Cebulka w piórka również podsmażona.  Na kruchym spodzie ułożyłam cebulkę, potem boczek. Na to dużo sera żółtego. Żółtka roztrzepałam z kremówką i zalałam tym tartę. Lekko doprawiłam ziołami prowansalskimi i piekłam przez 40 minut w 180 stopniach. Smaczna zarówno na ciepło i na zimno :) Spróbujcie :)

piątek, 21 października 2011

Zagadkowa tarta z jabłkami

Mam zagadkę. Robiłam tartę z jabłkami, dodałam do niej gruszki i w momencie włożenia jej do piekarnika zaczęłam się zastanawiać. Czym się różni tarta od szarlotki??? Ja rozumiem, tarta jest okrągła, szarlotka prostokątna (tłumaczenie mojej Mamy), ale przecież wszystko zależy od tego jakie mamy blaszki...

Moje ciasto na tarte różni się od ciasta Mamy na szarlotkę. Ale to kruche i to kruche. Jabłka inaczej pokrojone, ale to też kwestia jak kto umie... Więc czym? Pomysły?

A na osłodę i pomoc w myśleniu wysyłam Wam tartę z jabłkami i gruszkami (bo okrągła - to tarta):

ciasto - klasyczne


  • 2 szklanki mąki (+0,5 na podsypywanie)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • pół opakowania cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki gorzkiego kakao
  • pół szklanki cukru pudru
  • 200 g masła
  • 2 żółtka

 2 jabłka
1 duża gruszka

Ciasto zrobiłam z lekko powiększonej porcji - koniecznie chciałam spróbować zrobić plecionkę. Jabłka i gruszkę obrałam i pokroiłam na cienkie plasterki. Na podpieczonym spodzie ułożyłam warstwę jabłek, potem gruszek, potem znów jabłek. Posypałam lekko cukrem i zaczęłam układać plecionkę. Zabawa jest świetna, zwłaszcza, że pracujemy z kruchym ciastem ;) Czyli "podnieś mnie a i tak się rozerwę". Mimo wszystko plecionkę robi się bardzo łatwo - polecam filmiki na youtube, a efekt wynagrodzi pracę :) Całość piekła się 40 minut w 180 stopniach.

sobota, 8 października 2011

Tęczowe cupcakes. Tęczowe minitorty.


Po pierwsze - brak internetu znacznie wpływa na moją aktywność na blogu. Do zaniku. Na pocieszenie odkryłam, że Windows radzi sobie całkiem nieźle... mimo wszystko to wciąż Windows (wrrrrrr!)

Ze zrobienia takich muffinków jestem szczególnie dumna - wymyśliłam je sama :) Tęczowe muffiny gdzieś się pokazywały, ale te akurat nie były celem same w sobie - powstały przy okazji, z resztek. Wszyscy pieką teraz torty tęczowe... Ale tort? W akademiku? To nie wyjdzie, nie ma szans... Hm... Ale gdyby tak upiec kolorowe muffiny? I rozciąć go na 6 placków? Przełożyć kremem i złożyć jak tort? Genialne, nie?


Przepis najprostszy z możliwych - raczej chodziło mi o przerost formy nad treścią, treść okazała się równie dobra :)
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 jajko
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki oleju

Mąkę przesiać z cukrem pudrem, dodać proszek i sodę. Jajko roztrzepać z mlekiem i olejem. Mokre wlewamy do suchych i mieszamy trzepaczką :) I tu zaczyna się zabawa. Szukamy 6 misek i 6 łyżek. Masę dzielimy równo na 6 części. Każdą z nich barwimy dowolnym sposobem, ja użyłam barwników w płynie, do każdej miseczki dodałam 7-8 kropli. Nie potrzebujemy 6 kolorów - niebieski i żółty daje zielony, żółty i czerwony barwi na pomarańczowo, a fiolet uzyskamy mieszając niebieski z czerwonym.

Do zrobienia tęczowych muffinek możemy użyć dowolnej foremki, jednak jeśli fantazjujecie o torcikach, to jednak musicie użyć silikonowych, wtedy bez strat odejdą od nich całe babeczki. Do każdej foremki wkładamy masę - dość dużo, im więcej urośnie, tym łatwiej się pokroi. Z masy, która zostaje robimy tęczę - do foremek wkładamy po łyżeczce każdego koloru - od dołu - fiolet, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy i czerwony. Ważne, aby każdy kolor równo rozsmarować (no, choć troszkę). I pieczemy - 20 minut, 180 stopni (w przybliżeniu).

W ciągu 20 minut staramy się doprowadzić kuchnię do ładu - wierzcie, po użyciu barwników, 7 łyżek, 6 miseczek, 2 plastikowych misek i trzepaczki moja wyglądała jak po małym huraganie lub średnim trzęsieniu ziemi.

Po wyjęciu muffinek z piekarnika zrobiłam masę. W tej kwestii - całkowita dowolność, u mnie miała być bita śmietana z mascarpone, z powodu braku mascarpone zrobiłam bitą śmietanę z jogurtem greckim. Nie tak dobra jak pierwowzór, po przełożeniu muffinek okazała się całkiem niezłym zamiennikiem.

Ostygnięte, jednokolorowe muffinki kroimy na plasterki. Uwaga - moje nie dały pokroić się na 6 części, udało mi się podzielić je na 5. Składamy, smarując każdy plasterek masą. Przy składaniu staramy się zachować kolejność barw, jednak musimy trochę pozmieniać czasem kolejność - otrzymujemy 6 różnych spodów, a nie 6 niebieskich czy czerwonych :)





Z 6 muffinek udało mi się zrobić 4 minitorciki - część plasterków się pokruszyła, części ja trochę pomogłam :)
Lepiej, gorzej próbowałam je obtoczyć dookoła w kremie, w moim zamierzeniu miały być całe białe i szczelnie ukrywać tęczowe wnętrze - wyszło jak wyszło, kiedyś nabiorę wprawy :)

Z okruszków zrobiłam dekorację  - i cały sekret wnętrza wydał się od razu, ale szkoda mi było zostawić tyle dobrego ciasta :) A wyszło śmiesznie. W sumie oceńcie sami. Podobają się?


I koniecznie włóżcie je do lodówki, choć na godzinę. Niech masa troszkę zastygnie, a środek przejdzie smakiem:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...