Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2015

Schab duszony w śmietanie z pieczarkami


Podobno najlepszy obiad, jaki do tej pory ugotowałam. Podbija podniebienia ;)

• 1 kg schabu
• 300 ml śmietanki kremówki
• 2 duże cebule
• 0.5 kg pieczarek

Schab pokrój na plastry, podsmaż na złoto na rozgrzanej patelni. Cebule pokrój w piórka, podsmaż do miękkości na drugiej patelni. Do podsmażonego mięsa dodaj cebulę i dolej gorącą wodę, tyle, aby mięso mogło się dusić. Posól lub dodaj kostkę rosołową. Gotuj pod przykryciem na małym ogniu ok. 40 minut.  W tym czasie umyj, obierz i podziel pieczarki na ćwiartki. Podsmaż je lekko. Gdy wyparuje większość wody z mięsa dodaj na patelnię pieczarki i wlej śmietankę. Gotuj bez przykrycia jeszcze ok. 20 minut lub dłużej, aby zredukować sos.
Na końcu przypraw do smaku. Ja dodaję duzą garść koperku.

Pysznie smakuje z kaszą gryczaną i sałatką z pomidorów.

niedziela, 24 marca 2013

Leczo


Dziś mam dla Was przepis na jedną z moich ulubionych potraw. Leczo po węgiersku, z ostrą papryką, wołowiną i pomidorami. Danie przygotowuje się bardzo prosto, robi się praktycznie samo, ale wymaga długiego czasu gotowania. A skoro wciąż mamy weekend, to czemu nie?

Leczo:

  • pół kilograma wołowiny
  • pół pętka dobrej kiełbasy
  • 1 papryka czerwona
  • 1 papryka zielona
  • puszka pomidorów
  • cukinia
  • por
  • pieczarki (opcjonalnie)
  • chili

Wołowinę i kiełbasę pokrój w kostkę.Wrzuć na patelnię i smaż, aż do wyparowania płynu. Następnie dodaj paprykę, cukinię i pieczarki pokrojone w kostkę/ćwiartki/duże kawałki. Na koniec dorzuć pokrojonego w krążki i sparzonego pora. Duś pod przykryciem, warzywa puszczą sporo wody. Gdy większa część wody odparuje, dolej wrzątku. Ja zazwyczaj dolewam wrzątku 2-3 razy, w zależności od szybkości parowania i stopnia twardości mięsa. W efekcie końcowym wołowina powinna być miękka i rozpadająca się. Całość smażenia i duszenia trwa ok. 2,5 godzin. Na koniec dodaj pomidory z puszki (w lecie koniecznie świeże, teraz świeże w ogóle nie mają smaku pomidorów), przypraw ostrą papryką, pieprzem i ulubionym ziołami, lekko podduś i gotowe!

Leczo pasuje do kaszy, makaronu lub najprościej ciemnego, razowego chleba.

Już wiecie, co dziś zagości u Was na obiad?
Miłej niedzieli!

Dodaję do akcji finezyjny garnek, choć u mnie to bardziej finezyjna patelnia. Wszystko zależy od porcji jaką przygotowujecie :) A także do akcji Fit na Wiosnę, bo świetnie wpisuje się w założenia mojej diety

czwartek, 13 grudnia 2012

Pieczona gęś faszerowana musem kasztanowym



To danie idealne na święta - gęś jest przepyszna, a nadzienie - poezja. Wbrew pozorom nie jest bardzo czasochłonne i trudne - nadzienie wystarczy wymieszać ręką, dokładnie nadziać gęś, ładnie zasznurować i poczekać aż się upiecze. 

Do przygotowania farszu potrzebujemy:
  • chleba pokrojonego w dużą kostkę
  • posiekanej cebuli
  • jabłek pokrojonych w kostkę
  • 3 jaj
  • musu kasztanowego
  • czosnku, majeranku, bazylii, soli i pieprzu


Mus kasztanowy wymieszaj z cebulą.


Dodaj jabłka, bazylię i przyprawy.  


Na koniec wbij jajka i wszystko dokładnie wymieszaj.


Nadzieniem nafaszeruj wnętrze gęsi, zszyj ją dokładnie, aby farsz nie uciekł.
Delikatnie natrzyj skórkę solą i pieprzem.
Wstaw do piekarnika rozgrzanego do 160 stopni na ok. 3 godziny. Pod koniec możesz zwiększyć temperaturę do 180 stopni.

czwartek, 6 grudnia 2012

Mus z gęsich wątróbek





Kolejne danie z gęsinowych warsztatów. Do zrobienia tego musu nie potrzeba wiele, a jego smak pozytywnie was zaskoczy :) I nie mówcie, że nie lubicie wątróbki - najpierw spróbujcie :)

Wątróbki dokładnie oczyść. Rozgrzej oliwę na patelni, przerzuć wątróbki. Obsmaż dokładnie z każdej strony, dopraw rozmarynem, szałwią i gałką muszkatołową. Dość obficie podlej brandy i podpal. Poczekaj, aż płomień się wypali, a przy okazji nie podpal kuchni ;)

Na drugiej patelni usmaż pokrojoną w piórka cebulę i plasterki jabłek. Dopraw je tymiankiem i zalej czerwonym winem. Lekko podduś na patelni.

Zawartość obu patelni zmiksuj z roztopionym masłem. Całość możesz przetrzeć przez sito, wtedy mus będzie gładki.

Do smaku brakuje jeszcze soli, pieprzu, cayenne, żubrówki i gałki muszkatołowej. Wymieszaj wszystko dokładnie i odstaw na pół godziny do zamrażalnika.

Teraz już pozostaje smakowanie :)

środa, 5 grudnia 2012

Zupa z gęsi z pierożkami won-ton

Ten przepis to jeden z moich ulubionych sposobów na wykorzystanie gęsi. Jest przepyszna, aromatyczna i wbrew pozorom bardzo prosta do przygotowania.

Zupa z gęsi:

  • gęsie skrzydła, udka, szyje, żołądki
  • marchewka, seler i pietruszka pokrojone w kostkę
  • zrumieniona cebula
  • 3 goździki
  • 3 liście laurowe
  • pietruszka
  • ziele angielskie
  • 3 żółtka i śmietanka 36%
Na początku przygotowuj wywar: gęsie skrzydła, żołądki i szyje zalewamy wodą. Dodaj marchewkę, pietruszkę, selera i przyprawy - liście laurowe, ziele angielski i goździki. Po zagotowaniu zmniejsz ogień. Bulion gotuj ok. 1,5 - 2 godziny, bez przykrywki (wtedy gromadzi się mniej szumów). 






W międzyczasie przygotuj pierożki won - ton.

Gęsie żołądki dokładnie obierz z błony - jest szkodliwa, gdyż to w niej gromadzi się kwas. Przekrój na mniejsze części i podsmaż na oliwie. Podlej żubrówką i dodaj kawałek posiekanego, świeżego imbiru. Zredukuj płyn. Następnie zmiel żołądki z dwoma grubymi, surowymi plastrami schabu. Całość dopraw do smaku solą, pieprzem, tabasco i sosem sojowy, dodaj dwa żółtka.

Ciasto do won-ton posmaruj roztrzepanym jajkiem i nakładaj łyżkę masy. Sklejaj przeciwne rogi, aby otrzymać pierożki. Pamiętaj, żeby skleić je bardzo dokładnie, w przeciwnym razie rozkleją się w trakcie gotowania i masa wypłynie.


Teraz bulion powinien być już gotowy, czas na jego przecedzenie. Do gotującego się bulionu włóż pierożki won-ton i gotujemy je ok. 4 minut. Następnie przełóż do miseczek. Pod koniec zapraw zupę żółtkami roztrzepanymi ze śmietanką 36%.  Dodaj mięso z ugotowanych udek, solimy do smaku. Całą zupę przystrój natką pietruszki.


I tutaj czas na historię - robiąc tę zupę na warsztatach z Kurtem Schellerem byłam przerażona ilością natki, którą kazał mi wsypać do każdej z miseczek. Przecież ja od dziecka nie trawię, nie znoszę i uciekam przed natką. Pomyślałam, że trzeba będzie ją jakoś przecierpieć. A tutaj niespodzianka - tak dobrze pasowała do całości, że bardzo mi smakowało :) Nawet zaczęłam bardzo subtelnie używać jej w domu :)



Smacznego!


wtorek, 4 września 2012

Szaszłyki


Tęsknicie już za wakacjami? A może korzystacie jeszcze z ostatnich przebłysków letniego słońca? Genewa zdecydowanie płacze za latem. Płacze, płacze i przestać nie może... Czasem tylko nieśmiało wyjdzie słońce na moment, jednak zaraz znów zaczyna padać. Na pocieszenie przedstawię Wam propozycję na obiad, która zdecydowanie kojarzy się z wakacjami, a przygotować można ją wszędzie.


Szaszłyki:
  • mięso
  • mięso
  • mięso ;)
Przepis nie jest bardzo dokładny, tak naprawdę możecie użyć wszystkiego, co lubicie lub macie w lodówce. Te, które są na zdjęciu są dwóch rodzajów - jeden drobiowy, jeden wieprzowy. W składzie: kawałki mięsa, kiełbaski cienkie, kiełbaski grubsze ponatykane na przemian.

Do tego podane były warzywa gotowane na parze, pieczone ziemniaki i odrobina sosu pieczarkowego. Szaszłyki można usmażyć na patelni grillowej, zwykłej lub upiec w piekarniku.

Smacznego :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Zapiekany makaron z chorizo i bolognese


Jak Wam mijają ostatnie dni lata? Mam nadzieję, że wypoczywacie dobrze w ostatni weekend wakacji. Pod Genewą pogoda dziś nie rozpieszcza, niestety. Pozytywnym efektem był obiad - od dawna nie gotowałam nic ciekawego. A dziś - pyszna zapiekanka makaronowa. Tęskniłam za piekarnikiem, teraz będę go nadużywać :)

Zapiekany makaron z chorizo i bolognese:
  • 500 g makaronu
  • 500 g mielonego mięsa
  • 200 g tartego sera
  • 4 pomidory
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 średnia cebula
  • kilka pieczarek
  • kilka plasterków chorizo
  • łyżka gęstej śmietany
  • przyprawy, zioła
  • garść rukoli
Wartości, które tutaj podałam są orientacyjne - wszystko zależy od Waszych upodobań. Ja dogotowałam na koniec jeszcze trochę makaronu - na wypełnienie dwóch foremek aluminiowych średniej wielkości (a tylko takie posiadam) paczka to za mało, na jedną - za dużo.


Makaron ugotuj al dente. Na rozgrzanej patelni podsmaż mięso. Sparz pomidory i obierz je ze skórki. Pokrój cebulę i czosnek, dodaj je do obsmażonego mięsa. Ja dolałam odrobinę wody, żeby się lekko poddusiło i nie było za suche. Pomidory pokrój w kostkę i wrzuć na patelnię. Dodałam też kilka pieczarek z puszki. Nie znalazłam dziś w sklepie świeżych, a te awaryjnie też się sprawdzają. Poczekaj, aż pomidory się wysmażą i odparują. Możesz dodać łyżkę śmietany pod koniec duszenia, sos będzie gęstszy.

Do naczynia żaroodpornego lub foremki aluminiowej wsyp połowę makaronu. Lekko oprósz ziołami i serem. Teraz warstwa mięsa - przełóż zawartości patelni (z sosem) na makaron. Potem znów makaron - wsyp resztę. Na wierzchu ułożyłam pokrojone na mniejsze części, cienkie plasterki chorizo i całość posypałam serem i ziołami. Chorizo nie jest obowiązkowe, ale rekomendowane ;) Całość zapiekałam pół godziny w 180 stopniach. Po wyjęciu posypałam rukolą.

Porcja wystarcza na co najmniej 4 wygłodniałe osoby :) Smacznego!




czwartek, 8 grudnia 2011

Comber z jelenia w cieście z borowikami

Pierwszy z obiecanych przepisów z warsztatów w Makro. Comber z jelenia czyli danie główne. Fantastyczny pomysł zapakowania mięsa w naleśnika i ciasto francuskie. Myślę, że wykorzystam go z łatwiej dostępnym mięchem niż jeleń. Do tego dodatek prawdziwych grzybów i rewelacyjnej konfitury z cebuli... Nie będę nikogo namawiać do próbowania. Ja się po prostu dziwię, że jeszcze nie zaczynacie robić :)

Do przygotowania tego wykwintnego i całkiem prostego dania potrzebujemy:
  • filet z jelenia/sarny tudzież dowolne mięsko
  • borowiki (lub inne grzyby dostępne pod ręką)
  • kilka suszonych śliwek
  • cebula
  • jajko
  • mąka
  • mleko
Mięso z jelenia marynujemy na 2-3 godziny przed rozpoczęciem pieczenia. Na warsztatach do marynaty użyłam odrobiny rozmarynu, pieprzu, soli, ząbka czosnku i łyżki oliwy.
Z mąki, jajka i mleka smażymy jednego naleśnika. System jest prosty - jeden arkusz ciasta francuskiego = jeden naleśnik = 2 porcje potrawy. Mięsko krótko obsmażamy na patelni grillowej. Chodzi o to, aby zamknąć jego strukturę i żeby nie pływało w czasie pieczenia.
W międzyczasie kroimy i podsmażamy grzyby z cebulką. Pod koniec smażenia dodajemy kilka pokrojonych plasterki suszonych śliwek. Połowę wykładamy na spód naleśnika. Pakujemy mięso i pozostałą cześć farszu. Naleśnika ciasno zwijamy - jak krokieta/pasztecika.

Całość szczelnie owijamy ciastem francuskim i na wierzchu tworzymy fantazyjną falbankę :)
Pieczemy 18-20 minut w 220 stopniach.

W czasie pieczenia przygotowujemy konfiturę z czerwonej cebuli. Pokrojoną w piórka cebulę lekko podsmażamy na maśle. Dodajemy łyżkę miodu i ok. 70 ml octu balsamicznego. Gotujemy tak długo, aż uzyskamy gęstą, ciągnącą się konfiturę. Można też zrobić to metodą uproszczoną - zamiast octu można użyć kremu balsamicznego, który już jest bardzo gęsty. Wtedy przygotowanie trwa nie dłużej niż 5 minut. Przecież każdemu może zdarzyć się pomylić ocet z kremem, prawda? ;)

 Wygląda pysznie, prawda?



wtorek, 6 grudnia 2011

Smaki lasu - spotkanie z dziczyzną


Pierwszy raz w życiu uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych i muszę to powiedzieć - chcę jeszcze!!!

W sobotę miałam przyjemność spotkać się w z wieloma blogerkami w Centrum Rozwoju Firm na spotkaniu zorganizowanym przez Makro i Durszaka. Mogłam zobaczyć na żywo, poznać i porozmawiać z autorkami blogów, które są dla mnie wielką inspiracją. Atmosfera, która panowała? Jakbyśmy wszystkie znały się od dawna, wszystkie coś o sobie wiedziały. Było miło, ciepło i rodzinnie - szybko znikła moja nieśmiałość ;) i dzięki temu spędziłam niezapomniane 4 godziny.

A po co w ogóle tam się zebrałyśmy?
Gotować :) Ale gotować nie byle co, tylko dziczyznę. Moja pierwsza myśl - masakra, ja i dziczyzna? Ja dziczyznę widziałam tylko na zdjęciach. Na pewno wyjdę na sierotę, która sobie nie radzi. Otóż w rzeczywistości mało kto miał kontakt z mięchem z lasu, a nie radzić sobie nie dało rady. Całość świetnie przygotowana - stanowiska pracy wyposażone we wszystko, co było nam potrzebne, 2 wielkie ekrany, na których mogłyśmy podglądać, co mistrz Piotr robi w danej chwili i kopiować jego poczynania. Całość przebiegała szybko i sprawnie, tak, że nie miałyśmy czasu się nudzić czy czekać na następny ruch.

W sumie przygotowałyśmy trzy potrawy - wędzony comber sarni na sałatce z blanszowanych warzyw oraz z gruszką w grzańcu galicyjskim, comber jeleni w cieście z borowikami oraz pasztet z dzika. Przepisy postaram się dodać jak najszybciej - muszę trochę ogarnąć się z nauką (ach, kolokwia...)
Comber sarni z warzywami i gruszką
Jeleń w cieście z borowikami

Pasztet z dzika

Po przygotowaniu pierwszych potraw, gdy spróbowałyśmy sarny, a jeleń pobiegł do pieca miałyśmy przerwę, podczas której Marcin - wszechogarniacz Durszlaka - przybliżył nam krótko historię serwisu oraz podzielił się planami na przyszłość.

A gdy jeleń był gotowy zaczęła się uczta :) Pięknie przygotowana sala, cała góra przystawek naszykowanych przez kucharzy. Szczególnie smaczny był tatar z pstrąga na pumperniklu, którego spróbowałam tylko dla tego, że ładnie wyglądał i nie wiedziałam, co to jest :) Gdybym wiedziała, że to ryba... No cóż, moja antymiłość do ryb przeżyła kryzys, bo ta przystawka była bardzo dobra.
I bajeczne desery - rolada z makiem, sernik z polewą, łyżeczki z wiśniami w alkoholu udekorowane bitą śmietaną. Genialne pierogi z jagodami gotowane w śmietanie kremówce - patent do przetestowania w domu. Wszystko tak pyszne, tak zachęcające... że po pierwsze nie dałyśmy rady nawet spróbować pasztetu - zapakowałyśmy do toreb na wynos, a po drugie... moja plan dietowy przeżył poważny szok termiczny :) Mówi się trudno, nie po to człowiek gotuje takie pyszności, żeby nie spróbować choć odrobiny.


Bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas wszystkim blogerkom, które brały udział w warsztatach. Dziękuję również za zaproszenie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła powtórzyć takie spotkanie :) Szczególne podziękowania dla Renaty, z którą dzielnie razem przygotowałyśmy te wszystkie pyszności i dzięki której przeżyłam wspaniałą sobotę.


Dodatkowo dziękuję za zdjęcia, bo przecież z moją sklerozą nie wpadłam na taki genialny pomysł, żeby wziąć ze sobą aparat :)

sobota, 12 listopada 2011

Quiche Lorraine - naprawdę dobry!

Jeśli upiekę coś pysznego to zdjęcia mam okropne. Najczęściej robione wieczorami, z myślą, że rano zrobię lepsze. A rano nie ma czemu robić zdjęć ;) Dlatego wierzcie mi na słowo - quiche jest pycha! Tak jak Magda Gessler kazała ostatnio w swym programie kucharzowi czuć przepis a nie robić z kartki, ja swój też próbowałam zrobić z głowy. Wyszła dokładnie taka jak chciałam. Taka jak w Szwajcarii tylko mniej słona :) Już ją kocham. Moja Mama też, choć nie lubi. Nie, ona nie dalej jej nie lubi. Bo ona niczego nie lubi. Ale zjadła. Kawałek, nie, nie lubi. Drugi, też nie lubi. Po trzecim i czwartym też nie lubiła ;) Rozumiecie :)

Kruchy spód:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 200 g masła
  • 2 żółtka
  • ewentualnie 2 łyżki wody
Mąkę przesiać i wymieszać z zimnym masłem. Przecieramy rękami, mieszamy, aż uzyskamy mokry piasek. Wbijamy żółtka, zagniatamy ciasto. Gdyby bardzo strajkowało i nie chciało się zagnieść to dodajemy wodę.Wrzucamy do lodówki (na mniej więcej godzinę). Potem podpiekamy spód ok. 15-20 minut.Przed pieczeniem pamiętajcie, żeby ciasto ponakłuwać. Teraz mamy czas na przygotowanie masy.

  •  kilka plasterków boczku 
  • 2 duże cebule - u mnie jedna czerwona, jedna biała
  • 2 żółtka
  • 330 g śmietany kremówki
  • kilka garści sera zółtego
Boczek pokroiłam w paski i podsmażyłam na patelni. Potem odcisnęłam tłuszcz ręcznikiem papierowym. Cebulka w piórka również podsmażona.  Na kruchym spodzie ułożyłam cebulkę, potem boczek. Na to dużo sera żółtego. Żółtka roztrzepałam z kremówką i zalałam tym tartę. Lekko doprawiłam ziołami prowansalskimi i piekłam przez 40 minut w 180 stopniach. Smaczna zarówno na ciepło i na zimno :) Spróbujcie :)

środa, 26 października 2011

Prawdziwe bolognese. Pomidory i mięso.

Chyba nie ma prostszej potrawy. Wszystkie składniki to mięso, pomidory i makaron. Do tego ewentualnie jakieś przyprawy, jakieś zioła, trochę oleju do smażenia mięsa i woda do ugotowania makaronu. Żadnych zagęszczaczy, żadnych gotowców. Takie najbardziej klasyczne bolognese. Takie chciała Mama i takie dostała :) Cały czas narzekając, że dodałaby trochę śmietany (tak dla przyzwoitości), zjadała drugą dokładkę. W sumie wielki gar poszedł dziwnie szybko.

Proporcje są jakie są. Cóż... Moja rodzina miewa apetyt :)
  • 1kg mięsa mielonego -  u mnie szynka
  • 4 kg pomidorów
Mięso podsmażamy na patelni. Pomidory nacinamy na krzyż i wrzucamy na kilka sekund do wrzątku. Obdzieramy ze skóry i kroimy w kostkę. Smażymy... I teraz jak kto woli, można w garnku, można na patelni. Ja pierwsze 2 kg gotowałam, potem dodałam mięso, potem stwierdziłam, że pomidorów jest za mało, więc pobiegłam do sklepu po kolejne 2 kg, które wylądowały na patelni. Pomidory smażymy/gotujemy długo. Aż wyparuje nadmiar wody i dostatecznie zgęstnieją. Wszystko dzieje się na niezbyt dużym ogniu, dlatego całość rozciąga się trochę w czasie. Pod koniec gotowania dorzucamy mięsko i kilka przeciśniętych ząbków czosnku. Dodajemy zioła i gotowe :) Gotujemy makaron i spokojnie... wystarczy dla wszystkich :)

Dodaję do Akcji Viva Italia! w kategorii primi piatti - makarony.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...