Mówił do mnie ten rabarbar, oj mówił. I przemówił. W biszkopcie. Najzwyklejszym, najszybszym. Najlepszym.
Owocowe dodatki całkowicie dowolne - co mamy pod ręką, to upychamy do środka. Pyszny w każdej wersji - z jabłkami i cynamonem, z jagodami, z malinami i czerwonymi porzeczkami... mmm... Zaczynam poważnie żałować, że nie będzie mi dane w tym roku cieszyć się cudownymi polskimi owocami w lecie. I mam cichą nadzieję, że Francuzi albo Szwajcarzy mają coś, co zastąpi mi maliny i jagody.
Prawda?
Nieskończenie prosty biszkopt (porcja na dużą blachę):
- 8 jajek
- 2 szklanki cukru
- 4 szklanki mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 8 łyżek oleju
- cukier waniliowy
- łyżeczka octu
Białka ubić (mikserem), dodać powoli cukier. Po dobrym wymiksowaniu dodać żółtka. Miksować na gładką, jednolitą masę. Wsypywać kolejne szklanki mąki z proszkiem do pieczenia ciągle miksując (przydaje się trzecia ręka - ktoś musi wsypywać tę mąkę do szklanek). Dodajemy cukier waniliowy, olej i na koniec łyżeczkę octu - Mama mówi, że po to, żeby biszkopt nie opadł. Wszystko przelewamy do blachy wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą.
Truskawki dzielimy na połówki lub nie - zależy od wielkości, lekko oprószamy mąką. Rabarbar obieramy, kroimy w kostki - trochę dłuższe, trochę grubsze, co kto lubi, obficie sypiemy cukrem i zostawiamy na chwilę, żeby się przegryzł - warto od tego zacząć, a w międzyczasie robić biszkopt.
Owoce układamy na masie biszkoptowej - u mnie bardzo dużo, bardzo gęsto - tak lubię. Lekko wpychamy je na spód, wtedy nie będą tylko na wierzchu ale i w środku ciasta, a właśnie o to chodzi :)
Całość wkładamy do piekarnika ustawionego na 180 stopni na ok. godzinę - tym razem był gotowy po 50 minutach. Nie wyjmujemy od razu, dajemy mu czas, żeby troszkę ochłonął :)
Można oprószyć cukrem pudrem. Ja kocham na ciepło z zimnym mlekiem ;)